Pewnej zwyczajnej nocy, niedługo po tym, jak księżyc pojawił się na niebie, ziemia pod jednym z malutkich miasteczek w dalekiej Mjanmie (dawnej Birmie) zadrżała niespodziewanie. Saw Kyaw Naing Soe otworzył oczy. Wszędzie wokół panowała ciemność. Nasłuchiwał przez chwilę, po czym zamykając oczy wyszeptał… 

- Słonie wróciły.

Był kwiecień 2018 r. Upał szczególnie dawał się we znaki. Saw i grupa 15 innych mieszkańców wstała wcześnie, aby uniknąć spiekoty dnia. Wzięli motyki, szpadle, worki z solą i ceramiczne naczynia. Załadowali zgromadzony sprzęt na motorowery i ciężarówki, po czym wyruszyli ze swojej miejscowości w niemal 10-kilometrową podróż do rezerwatu leśnego. Kiedy dotarli do końca drogi, zdjęli z pojazdów cały ekwipunek i zarzucili go sobie na barki – resztę drogi musieli przebyć pieszo. Czekała ich trudna wspinaczka po stromym stoku, jednak dla Saw i jego przyjaciół takie wzniesienie nie było niczym nadzwyczajnym. W tym zdradliwym lesie czuli się jak w domu. Wkrótce ciężar niesionych narzędzi dał się odczuć wędrowcom. Po krótkim odpoczynku ruszyli w dalszą drogę. W końcu dotarli do celu – małego skrawka niskiego lasu, do którego nieśmiało docierały pierwsze promienie wschodzącego słońca. 

Wkrótce zabrali się do kopania.

Nowi sąsiedzi 

Miejscowość, w której mieszka Saw, jest zupełnie nowa. Budowę rozpoczęto w 2015 r. na skraju lasu, w ramach dążenia władz do zapewnienia miejsca do życia lokalnej społeczności, która wcześniej była zmuszona do opuszczenia tego obszaru z powodu panującej wojny domowej.  

Przy wyborze miejsca pod budowę osady przeoczono jednak istotny fakt. Miasteczko wyrosło na bardzo ważnym dla lokalnego ekosystemu miejscu – naturalnej lizawce, z której korzystało wiele gatunków zwierząt, w tym słoni. Lizawki to miejsca, gdzie na stosunkowo niewielkiej głębokości znajdują się znaczne ilości soli. Wiele zwierząt czerpie niezbędne im do życia sole mineralne właśnie z takich miejsc. 

- Nie myśleliśmy o naturalnych lizawkach solnych – mówi administrator miasteczka, Saw Htay Aung – a kiedy zdaliśmy sobie z tego sprawę, było za późno. Budowa była już zaawansowana. 

Słonie przybywały w licznych stadach, czasem z bardzo odległych lasów, prawdopodobnie ścieżką wytyczoną przez ich przodków wiele pokoleń wcześniej, w poszukiwaniu niezbędnych do życia minerałów z lizawki… Lizawki, która nagle znalazła się w centrum miasteczka, w którym garstka ludzi od 2016 r. zaczynała się osiedlać i budować na nowo swoje życie. 

Początkowo ci gigantyczni goście byli pewną niedogodnością, ale nie problemem. 

- Słonie nie powodowały żadnych szkód – mówi Saw – zostaliśmy poproszeni, aby ich nie straszyć i nie krzywdzić. Doradzono nam, abyśmy nie uciekali, kiedy się pojawiają.

Miasteczko na lizawce
Miasteczko w Mjanmie, w którym mieszka Saw. Wcześniej okolicę pokrywał gęsty las.

 

Marsz słoni 

Ale czasy się zmieniły… w tym niegdyś spokojnym miasteczku znajduje się obecnie prawie 700 domów. 

Wraz ze wzrostem populacji wzrasta również ryzyko konfliktu na linii człowiek-słoń. Pola kukurydzy są ważnym źródłem utrzymania dla lokalnej społeczności. Zdominowały one krajobraz dzikiej niegdyś okolicy, nie pozostawiając słoniom innego wyboru, jak przedzieranie się w poszukiwaniu soli mineralnych przez nowy, nieznany im krajobraz stworzony ręką człowieka.  

W wielu miejscach spotkania ludzi z dzikimi słoniami indyjskimi bywają katastrofalne w skutkach dla obu stron. Wiedzione głodem słonie niszczą pola uprawne i niektóre zabudowania, a ludzie podejmują działania odwetowe, chcąc chronić swoje majątki i bliskich. Zbyt często kończy się to tragicznie – niepotrzebną utratą życia ludzi i słoni. 

Na szczęście lokalna społeczność zamieszkująca miasteczko w Mjanmie podjęła działania w celu zmniejszenia ryzyka konfliktu. Zwróciła się do lokalnych władz, aby poprosić o pomoc w znalezieniu rozwiązania problemu kłopotliwych gości. 

Przekierowanie stada 

Miejscowi zaobserwowali, że słonie zwykle przybywają do miejscowości dwa razy w roku – na początku czerwca, co pokrywa się z początkiem sezonu monsunowego w Mjanmie oraz pod koniec pory deszczowej. Podczas każdej wizyty, spędzają noc między 1.00 a 5.00 rano przy lizawce, po czym wycofują się z powrotem w głąb leśnej gęstwiny. Takie zachowanie jest naturalne i zostało zaobserwowane u wielu populacji dzikich słoni oraz innych zwierząt roślinożernych. Korzystanie z lizawek pozwala uzupełnić ich dietę o niezbędne sole mineralne. 

Amy Maling z WWF Mjanma na co dzień zajmuje się koordynowaniem działań na rzecz ochrony niezwykłego obszaru Dawna Tenasserim. Była jednym z ekspertów poproszonych o znalezienie rozwiązania konfliktu między ludźmi i słoniami. Specjaliści wiedzieli, że ograniczenie tego naturalnego zachowania zwierząt jest bardzo mało prawdopodobne, a odcięcie słoni od źródła niezbędnych w ich diecie soli poprzez budowę ogrodzeń i inne środki odstraszające nie wchodzą w grę. I tak powstało pytanie: 

 - Co gdybyśmy przekierowali słonie do nowej, stworzonej przez człowieka lizawki? 

Tym właśnie zajmował się Saw i 15 innych mieszkańców miasteczka w ten upalny, kwietniowy poranek 2018 r.  

- Krok po kroku wykopywaliśmy kolejne rowy, wypełnialiśmy je solą i ponownie przykrywaliśmy warstwą ziemi – mówi Saw. 

Po 15 długich dniach w rezerwacie leśnym 10 kilometrów od miasteczka pojawiło się 40 apetycznych lizawek, każda o szerokości i długości 3 metrów i głębokości 30 cm. Społeczność lokalna poczuła ulgę, ale czy gdy nadejdzie pora deszczowa, słonie będą wiedziały, dokąd się udać? 

Przygotowanie lizawek Przygotowanie lizawek Przygotowanie lizawek

Do stworzenia lizawek wykorzystano 50 worków soli, a prace nad nimi trwały ponad dwa tygodnie.

Sprytne słonie 

Wraz z początkiem czerwcowych deszczów, jak na wezwanie, pojawiły się słonie. Jednak w miarę upływu dni odgłosy przybywających gigantów stawały się coraz rzadsze, aż w końcu miasteczko ogarnęła kompletna cisza. 

Pora deszczowa dobiegała końca, a tymczasem w mieście nie było śladu obecności stada. 

Saw Sae Ne jest odpowiedzialny za ochronę dzikich słoni w regionie, też brał udział w przygotowaniu sztucznych lizawek.  

- Na początku słonie dalej odwiedzały miejscowość, ponieważ lizawki były jeszcze w budowie, ale kiedy na swojej drodze powrotnej znalazły nowe lizawki,  przestały przybywać do osady – wyjaśnia Saw. 

Zdjęcia z fotopułapek i kamer ustawionych na skraju nowej lizawki ujawniły zadziwiające sceny. Grupy słoni grzebiące w ziemi w poszukiwaniu soli, a wraz z nimi szereg innych zwierząt, takich jak kopytne serau i mundżaki, dziki czy jeżozwierze. Sztuczna lizawka zadziałała jak naturalna! 

Słonie nagrane prze fotopułapkę ślady słoni Fotopułapka

Fotopułapki ustawione w miejscu sztucznej lizawki ujawniają niesamowite zdjęcia stada słoni, podrzucających ziemię, aby dostać się do pokładów soli.

Odciski w błocie mogą wydawać się niczym wyjątkowym, ale są w istocie świetnym wskaźnikiem gatunków, korzystających z lizawki. 

To właśnie ta, umieszczona w strategicznym miejscu, fotopułapka uchwyciła na zdjęciach szereg gatunków korzystających z lizawki, m.in. serau, dzika, mundżaka i jeżozwierza.

Miasteczko nawiedzane przez słonie, o którym piszemy, ma oczywiście swoją nazwę. Jest jednak bardzo istotny powód, dla którego nie możemy jej ujawnić. Cykliczność zachowania słoni czyni z nich łatwy łup dla kłusowników. Podczas korzystania z lizawki są szczególnie narażone na atak i bezbronne. 

Nielegalny handel dziką fauną i florą jest w Mjanmie poważnym problemem. Kłusownictwo dla kości słoniowej i skóry grozi zagładą populacji słonia indyjskiego w kraju. Inne zagrożone gatunki czeka podobny los, chyba że będą odpowiednio chronione.  

 - Naprawdę martwimy się, że zapewniamy myśliwym miejsce, gdzie mogą łatwo strzelać do dzikich zwierząt – mówi z niepokojem Saw Htay Mying, dodając – Musimy mieć to na uwadze i jak najszybciej objąć ten obszar ochroną.  

Amy Maling z WWF zaznacza, że można utworzyć tam obszar chroniony przez społeczność lokalną. Na tej stale kurczącej się planecie nasza zdolność do przystosowania się ma zasadnicze znaczenie dla stworzenia środowiska, w którym przyroda i ludzie żyją w harmonii.  

- Jest to świetny przykład udanego działania podjętego w celu ochrony zarówno słoni, jak i ludzi – mówi Amy Maling. 

 „Cieszymy się, że mogliśmy pomóc w powstrzymaniu tego potencjalnego konfliktu, ale wiele gatunków wciąż stoi w obliczu szeregu zagrożeń, które mogą doprowadzić ich do wyginięcia. To nie jest tylko fakt do przemyślenia, lecz nasza wspólna odpowiedzialność”.   

Zespół WWF Mjanma 

 

Autorzy: Grzegorz Borowski, Agnieszka Muzińska

Konsultacja merytoryczna: Monika Łaskawska-Wolszczak