Jedna noc, z 25 na 26 maja, wystarczyła, by zniszczyć lęgi chronionych ptaków gniazdujących na piaszczystych łachach w dolinie Dolnej Wisły. Jednym zrzutem wody, zniszczono to, co dla natury najcenniejsze – młode pokolenie, które decyduje o przetrwaniu gatunku. Jedną decyzją przypieczętowano los młodych ptaków, pokazując, że ochrona przyrody w Polsce jest w znacznej mierze fikcją.

Zrzut wody został przeprowadzony ze Stopnia Wodnego we Włocławku. Celem było umożliwienie przepływ jednej barki oraz dwóch pchaczy ze stoczni rzecznej w Płocku do Gdańska. Barka została wykonana na zamówienie holenderskiej firmy Vekagroup. W wyniku prawie dwukrotnego zwiększenia przepływu (do 1100 m3/s) w ciągu kilku godzin poziom wody podniósł się o 103 cm. Wezbranie zatopiło gniazda ptaków gniazdujących na wiślanych łachach, najpierw na wysokości Włocławka, dzień później (27 maja), ginęły jeszcze ptasie lęgi na piaszczystych łachach w okolicach Grudziądza.

Urzędnicza obojętność i złamanie prawa

Zarówno Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, Zarząd Zlewni we Włocławku oraz Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie wiedziały o możliwych stratach w lęgach ptaków jakie nastąpią po dokonaniu zrzutu. Wszystkie te instytucje zostały ostrzeżone, że w wyniku zrzutu zostaną złamane m.in. art. 33 i 52 ustawy o ochronie przyrody, gdyż zagrozi gatunkom ptaków objętych ochroną ścisłą i przedmiotom ochrony obszaru Natura 2000 Dolina Dolnej Wisły. Mimo alarmistycznych informacji od licznych organizacji pozarządowych, w tym Fundacji WWF Polska i złożenia przez członków Koalicji Ratujmy Rzeki zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa oraz złożenia sprawy w prokuraturze, instytucje odpowiedzialne za zrzut wody nie odstąpiły od sprokurowania sztucznego wezbrania w samym środku sezonu lęgowego! Wystarczyło poczekać kilka tygodni by do tego nie doszło. 

Ile straconych lęgów...

Według danych Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz aktualniejszych danych zbieranych przez Towarzystwo Przyrodnicze Alauda, w obszarze specjalnej ochrony ptaków Natura 2000 gniazduje w zależności od roku od 54 do 135 par rybitwy białoczelnej (co stanowi od 5,4 do 16,8% populacji krajowej), 124 do 595 par rybitwy rzecznej (2,0% do 9,9% populacji krajowej) oraz od 72 do 158 par sieweczki rzecznej (0,5% do 3,2% populacji krajowej). W wyniku zrzutu wody na stopniu we Włocławku, w skrajnie pesymistycznym wariancie, zniszczono jedno z sześciu najważniejszych miejsc lęgowych rybitwy białoczelnej i jedno z dziesięciu najważniejszych miejsc lęgowych rybitwy rzecznej.

Zapory wodne, a ochrona przyrody

Stopień wodny we Włocławku oddano do użytku w 1970 roku. Miał być jedną z wielu zapór budowanych w dole rzeki, jednak z przyczyn ekonomicznych pozostałych inwestycji nigdy nie wykonano.

Stopień wodny w Włocławku już od niemal 50 lat uniemożliwia wielu gatunkom ryb wędrówki na tarło w górę rzeki. Zbiornik zaporowy podniósł i ustabilizował poziom wody powyżej zapory, jednocześnie osuszając tereny poniżej. W wyniku erozji wodnej dno rzeki poniżej zapory obniżyło się o ok. 3 m.  Całkowicie zmieniły się warunki wodne w zbiorniku w porównaniu z tymi panującymi w swobodnie płynącej rzece – zmienił się chemizm wody, zawartość tlenu, temperatura. Doszło do osadzenia ogromnej ilości osadów. Wszystkie te czynniki negatywnie wpływają na organizmy żyjące w rzece i nie pozostają bez wpływu na ludzi. Zbiornik we Włocławku nie stał się centrum turystyki wodnej. Nie ma też znaczenia w ochronie przeciwpowodziowej, a zimą podczas zatorów lodowych tylko zwiększa niebezpieczeństwo powodzi powyżej zapory.

Kolejna tama, kolejne zagrożenia

Obecnie, mimo licznych protestów organizacji pozarządowych i z całkowitym pominięciem i zignorowaniem wariantów alternatywnych, rząd planuje budowę kolejnego stopnia wodnego, tym razem w Siarzewie. Jednocześnie forsuje się wizję transportu wodnego, który na rzece zasilanej wyłącznie opadami atmosferycznymi (a nie wodą z lodowców jak na zachodzie Europy), będzie generował koszty liczone w dziesiątkach miliardów złotych, nigdy nie osiągając zamierzonych celów.

Jak widać na ostatnim przykładzie, połączenie zabudowy rzeki i ochrona dziedzictwa przyrodniczego nie idą w parze. W wyniku zabudowy rzeki finansowanej z pieniędzy uzyskanych z podatków, straty ponosi całe społeczeństwo, a ewentualne zyski są gromadzone niemal wyłącznie przez koncerny energetyczne.

Pozwólmy rzekom płynąć!

Według szacunków ekspertów międzynarodowego programu AMBER (https://amber.international/), badającego przetamowania na rzekach, w Europie istnieje prawie 4 miliony małych i dużych barier przegradzających rzeki i niszczących ciągłość środowisk wodnych. Wiele z nich nie pełni żadnej pozytywnej funkcji dla człowieka. Najwyższy czas na weryfikacje podejścia do przyrody i rozebrania niepotrzebnych i generujących koszty zapór i barier na dużych i małych rzekach. Obecnie, z roku na rok, coraz więcej tam na całym świecie podlega rozbiórkom. Pozwólmy rzekom płynąć i spójrzmy na środowisko i człowieka w XXI wieku, odrzucając wizję betonowania rzek sprzed ponad 50 lat.

Ekologia to nic innego jak długofalowa ekonomia.